strona główna

PRZYSZEDŁ CZAS... NOWY CZAS...


6 kwietnia 2010

Powoli zaczynałem myśleć poważnie o własnej twórczości. Byłoby to trzecie podejście do mojego własnego projektu. Pierwszy swój nowy utwór skomponowałem w jedną noc. Muzyka i tekst powstały w kilka godzin. Dostałem sygnał od kolegi, że polskie Amnesty International obchodzi właśnie 10-lecie istnienia. Zawsze miałem wiele szacunku dla tej międzynarodowej organizacji i postanowiłem zrobić im prezent w postaci piosenki. Tematem była masakra studentów na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. Ten zaangażowany utwór nazwałem najpierw "Żółte dzieci", a potem "Blisko nas". Zrobiłem też wersję instrumentalną. Następna piosenka, którą nagrałem, to "Jesteśmy tu sami" - przebojowy numer, który spokojnie mógłby być singlem nowej płyty. Jeszcze w trakcie nagrywania, dostałem propozycje wykonania tej piosenki na dachu niesłychanie popularnego telewizyjnego Domu Wielkiego Brata. Nie miałem pojęcia, że program "Big Brother" ogląda tak wiele ludzi. Ja miałem rano obudzić swoją muzyką ostatnie pięć osób, które tam jeszcze zostały przed wielkim finałem. Ależ oni się cieszyli. Sam Wielki Brat też się cieszył, i choć nie mówił po polsku, zaprosił mnie jeszcze na wieczór, bym z całym swoim zespołem powtórzył tę samą sztukę. W telewizji widziały to masy ludzi. Przez parę tygodni nie mogłem przejść ulicą, by nie być przez kogoś zagadniętym o ten występ. Stało się dla mnie oczywiste, że moja twórczość, jest ludziom potrzebna. Brakowało mi tylko pieniędzy na studio, bo komponowałem bez problemów. Kasa była dla mnie jedyną przeszkodą.

Kilka dni później zadzwonił do mnie Robert Janowski z propozycją wzięcia udziału w musicalu "Notre Dame de Paris". To wielkie przedsięwzięcie wystawiono już w kilku krajach z olbrzymim sukcesem. W Polsce castingi trwały już od dwóch lat. Brakowało odtwórcy głównej roli Quasimodo, którą we francuskiej, najlepszej wersji znakomicie wykonał obecnie bardzo popularny Kanadyjczyk Garou. Całość prac wokalnych odbywała się pod czujnym okiem i uchem pani profesor Urszuli Trawińskiej-Moros, która była niewątpliwie dobrym duchem tego przedsięwzięcia. Och, ileż tu można było spotkać ludzi. Do roli Esmeraldy startowały chyba wszystkie polskie najlepsze wokalistki. Pamiętam Justynę Steczkowską, Natalię Kukulską, Kasię Kowalską i niezliczone tłumy innych mniej znanych dziewczyn. Rola Dzwonnika z Notre Dame też była mocno oblegana. W castingach wzięło udział grubo ponad 1000 osób i wszystkie role zostały wreszcie obsadzone. Mnie spotkał zaszczyt otrzymania głównej roli Dzwonnika Quasimodo. To wielkie wyzwanie, zwłaszcza po tym, jak tę rolę zaśpiewał Garou. Miałem do tej roli dobry głos: chrypa i mocne góry, wielokrotnie porównywano mnie do Joe Cockera albo Bryana Adamsa. Nie ukrywam, że te porównania pieściły moje uszy. Szkoda tylko, że z powodów finansowych musical, który kosztował moc pracy wielu ludzi przez tak długi czas, nie doszedł do skutku. No cóż, sztuka się rodzi na kamieniu. Wciąż jednak mam duży sentyment do muzyki z tego spektaklu, którą stworzył włoski kompozytor Ricardo Cociante.

Podczas pracy nad rolą Dzwonnika nie przerywałem przygotowań do swojej płyty. Komponowałem utwory i kompletowałem zespół. Dziś o wiele łatwiej jest mi namówić doskonałych muzyków do współpracy niż kiedyś. Wszyscy albo mnie znają, albo o mnie słyszeli dużo dobrego, więc ze zbudowaniem solidnej kapeli nie miałem wielkich kłopotów, choć pierwsze nowe utwory nagrałem prawie sam. Jestem pełen wiary i czuję w sobie wielką siłę. Z całą pewnością ta energia poprzez dźwięki dotrze do każdego, kto tej muzyki będzie słuchał.

W 2005 roku założyłem zespół VINTAGE. Jest to rockowe trio, grające dynamiczne koncerty.

Obecnie mamy w swoim dorobku dwie płyty i pracujemy dalej :)

 

Zobacz również: