strona główna

MNIEJ STARE (ALE WCIĄŻ STARE) DZIEJE...


2 marca 2010

bio5.jpgWreszcie ukończyłem 19 lat i otrzymałem bilet do wojska. Miałem strzec naszej przestrzeni powietrznej działając jako planszecista w sandomierskiej jednostce bojowej. Trafiłem tam w lipcu '81. Wojsko dla mnie było czymś strasznym i bardzo niechcianym. Po 8 miesiącach służby w Sandomierzu, po przeżyciu wprowadzenia stanu wojennego w Polsce i po wielu innych przykrych przeżyciach, trafiłem do Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego w Warszawie. Miałem tu stworzyć wojskowy estradowy zespół muzyczny o nazwie "Rogatywka". Wypełnienie tego rozkazu nie było jednak proste. Tam nie było z kim grać. Sami szczęściarze. Po kilku miesiącach prób i poszukiwań trafiłem na zespół rockowy, który w prawie kompletnym składzie trafił do wojska. Sytuacja niecodzienna, a właściwie to szczęście. Brakowało im tylko gitarzysty. No to tak, jakby z nieba mi spadli. W cywilu nazywali się "Histeryk Filip". Sprowadziłem ich do Orkiestry i zaczęliśmy próby. Przez kilkanaście miesięcy wspólnej służby zagraliśmy kilkaset występów na terenie wielu jednostek wojskowych, a także dla ludności cywilnej. O "Rogatywce" było głośno. Pisały o nas gazety, pokazywała telewizja, mówiono o nas w radio. Tuż przed moim odejściem z wojska wzięliśmy udział w największym konkursie zespołów rockowych, jaki pamiętam. Startowało tam ponad 1000 kapel z całego kraju. Zwyciężyli "Azyl P", "Rogatywka" i "Klaus Mitfoch" Lecha Janerki. Zwieńczeniem tej imprezy był nasz wspólny koncert z zespołem "Republika" na warszawskim Torwarze.

bio4.jpgPo wyjściu do cywila rozpocząłem pracę instruktora muzycznego w Warszawskim Ośrodku Kultury. Nie było tam żadnego zespołu, ale było mnóstwo dobrego sprzętu i sala prób. Zacząłem skrupulatnie budować swoja kapelę o nazwie "Sapo". Zespół, który stworzyłem, grał dynamiczną odmianę rock and rolla. Ktoś określił nasz styl jako "hard and happy rock and roll". To były moje kompozycje z tekstami napisanymi przez mojego brata. Zaprosiłem go do współpracy i w ten sposób nasze drogi znów się zeszły.

bio6.jpgByłem bez wątpienia twórca, liderem i frontmanem swojego zespołu. Moje marzenia o budowaniu własnej muzyki po raz pierwszy zaczęły się spełniać. Szybko zainteresowały się nami różne agencje koncertowe. W ?87 roku wystąpiliśmy w Opolskich Debiutach i zaczęliśmy grac wiele koncertów. Jako pierwszy zespól nagraliśmy dwa utwory w świeżo otwartym, nowoczesnym studio S4 na Woronicza. Nasze koncerty podobały się publiczności, a wiele osób z branży muzycznej pomagało nam w różny sposób. "Sapo" nabierało rumieńców i stawało się ważnym punktem rock and rollowej sceny. Niestety w '89 roku, po którejś z tras doznałem paraliżu krtani i straciłem glos na trzy lata, co zrujnowało dalsza działalność zespołu. Poważne komplikacje spotkały mnie także w życiu prywatnym. Stałem się właściwie kaleką, bez nadziei na poprawę. Straciłem możliwość zarabiania pieniędzy graniem, a nie potrafiłem robić nic innego. Na kilka lat rozstałem się ze scena, nie porzuciłem jednak gitary. Miałem ja ze sobą wszędzie.

 

Zobacz również: